Na podłodze leżały rozsypane papiery, tu i ówdzie dało się zauważyć pogrubione tytuły w stylu “Emily Delgato i jej wielbiciel”czy też “Przekręt w Ministerstwie Magii wykryty!”. Znaleźć można było także porozrywane egzemplarze umów podpisanych z redaktorami, wyciągi z kont, listy anonimowych informatorów i inne, użyteczne w życiu przeciętnej redakcji brukowca, rzeczy. Cóż, nic z tego wszystkiego już nie miało być przydatne.
Caroline Miguel wyszła z biura jakiś kwadrans temu. W opustoszałym budynku przy ulicy Merlina Cullena została tylko Avea Adderly. To ona przejęła Portkey po swoim byłym mężu, doprowadziła do jego rozkwitu i w końcu obserwowała jego upadek. A teraz przyszedł czas na ostateczną decyzję.
- Cóż - powiedziała do siebie. - Ci, którzy wiedzą, kiedy wycofać się z interesu, mają największą odwagę - szepnęła, rzucając ostatnie spojrzenie na cały bałagan w budynku. Nie miała zamiaru tego sprzątać, lecz także nie miała zamiaru tego wszystkiego zostawić, by tak po prostu sobie leżało.
Kobieta zeszła schodami na dół, gasząc światła we wszystkich pokojach kolejnymi machnięciami różdżki, które przywoływały kolejne wspomnienia - otwarcie gazety, zatłoczone pokoje redakcyjne, oddanie do druku niezwykle eksluzywnego materiału... W końcu dotarła do drzwi wejściowych. Wychodząc, zamknęła je symbolicznie na klucz i przeszła na drugą stronę ulicy. Wyciągając różdżkę, spojrzała na wysoki budynek po raz ostatni.
- Incendio - wyszeptała. Chowając różdżkę, patrzyła ze spokojem na palący się gmach. Po chwili odeszła w znaną tylko sobie stronę, wciąż zachowując się tak jakby nic się nie wydarzyło.
Powered by PHP-Fusion © 2003 - 2012